Od dawna miała dość współżycia z monitorem dzień w dzień warczącym na nią w redakcji. Warczał, to znaczy informował o informacjach w Internecie nazywanych na przykład grafy, ale nie dość, że grafy, to jeszcze content grafy, krótko mówiąc, kontentgrafy. Taki żargon ciągle w głowie. Content grafy, boxy, teksty SEO, frazy, adwordsy. Gdzie się podział antyk z Cyceronem i Cezarem, którzy zafascynowali Justynę na początku, z czego powstała fascynacja romansopisarzem i sam romans. Gdzie ten antyczny czar? Po antyku zostało co najwyżej greckie pochodzenie słowa graf, jeśli się taką rzecz w ogóle zauważa wśród informatycznego warczenia. Content grafy, jak cała ta nieludzka narzędziownia z monitora, służyły do znajdowania „zaawansowanych informacji” w Internecie, z których robiło się artykuły. Prawdziwym celem artykułów była reklama i czyjeś pieniądze, zysk tego, kto zamawiał i płacił. W ogóle różne, jak określiła to Justyna, niełatwe sytuacje w biurze dały jej za bardzo w kość. Nie mogła już znieść redakcji. W końcu zdecydowała się oficjalnie z niej odejść.
Na odchodnym pożegnała się z kamiennym ptakiem, widocznym od podwórza pod jej biurem. Wciąż jeszcze nie odleciał. Czarny, wielki, siedział na swoim balkonie, zmęczony, jak Justyna, i silny, jak ona. Tak tam został. Ale pożegnania z Justyną są bardzo uczuciowe. Chciała, żeby ją zapamiętał.
Na szczęście w Chełmie, lepszym od Lublina i wszystkich innych miast, bo rodzimym, swojskim od dzieciństwa, można było poświęcić się poradnictwu psychologicznemu i odzyskać człowieczeństwo. Oczy i uśmiech drugiego człowieka nie mogą być zastąpione monitorem. Osób, które korzystały z opieki psychologicznej, nie nazywało się nawet klientką czy klientem, choć w językiem profesjonalnym tak się mówi. Ale mówiło się z koleżankami i myślało o tych osobach, gdy przychodziły, „moja pani”, „mój pan”. Dobry był ten Chełm po nieprzyjemnej redakcji w Lublinie i dobrze zapowiadało się poradnictwo psychologiczne w Chełmie.
Jednak na horyzoncie świtał już Charków. Nie mój Konstancin, do którego zapraszałem Justynę, ale Wschód i czyjś tam Charków. W Chełmie nie było się z kim żegnać. Dom pusty. W nim tylko gruby koc i gorąca herbata.