SEN

 

 

A Justynie śniło się, że spada. Ona spada,  ja w swoich fantazjach lecę do niej samolotem. Napowietrzny początek romansu między nami? Zderzenie i katastrofa? Wszystko jest możliwe. Justyna, ciągle w Internecie, usiłuje się  z niego dowiedzieć, o czym świadczy takie spadanie we śnie. Żartuje sobie, że niestety nie ma senników, bo wszystkie zostawiła w Chemie. Figle jej w głowie, ot co! Jak ona może mieć tak lekki stosunek do poważnej  kwestii! Nauczyła się chyba ode mnie. A sprawa jest poważna.

 

„Uznaje się – cytuje mi tekst z  Internetu –  że spadanie we śnie może zwiastować okres zmian… Być może też jest jakiś konflikt wewnętrzny, z którym od jakiegoś czasu się zmagamy i nie wiemy, co z nim zrobić.”

 

Tu Justyna wtrąca już od siebie: – Boję się czytać dalej, bo mignęło mi nazwisko Freuda, a to znak, że będzie coraz gorzej.

 

 

Uciekła przed Freudem, nie dziwę się, bądź co bądź był to pan z wyobraźnią, ale nie przestaje szukać w innych źródłach. „Na jakimś forum paranormalnym czytam, że od zwykłego spadania w dół o wiele gorsze jest kręcenie się wokół własnej osi. I że komuś innemu całe życie śni się, że jeździ autobusem. Z kolei na innej stronie odkrywcy donoszą, że ten sen to zwykły zryw miokloniczny. Podobno mózg jest jednocześnie świadomy i nieświadomy (niczym kot Schrödingera) i wysyła impulsy nerwowe do ciała, żeby sprawdzić, czy mięśnie są jeszcze aktywne”.

 

 

Teraz ja się przeraziłem. Co było z tym kotem? Schrödinger, jak Freud, też wiedeńczyk , ale fizyk-teoretyk  i trochę później żyjący, zrobił jeszcze przed drugą wojną światową okropne doświadczenie, połączone z zagazowaniem kota. Nie mam zielonego pojęcia o mechanice kwantowej, nie rozumiem, dlaczego w pewnym momencie kot był zarazem  żywy i martwy, jak  chciał wykazać  Schrödinger. Jestem oburzony truciem kota.   

 

 

Na szczęście zryw miokloniczny to nic makabrycznego. Zdarza nam się zauważyć go czasem podczas zasypiania. Jest to nagły skurcz mięśni, który odczuwamy,  jakbyśmy się zapadli. Czy tak, Justyno?