PODZWONNE

Jako psychoanalityk zawiodłem, zdaje się, fatalnie.  Justyna uciekła z kozetki. Wszystko dzieje się w Internecie, uciekła więc z wirtualnej kozetki, sama jest wirtualna, zawsze zagadkowa, trochę magiczna i zarazem ironiczna, o tym trzeba pamiętać. Ale chyba miała mnie dość, bo uciekła i potem już tylko zadzwoniła. Nie, to nie znaczy, że na komórkę u mnie w kieszeni. Zadzwoniła w Internecie dzwonami cerkiewnymi w Doniecku. Bez słowa. Dzwony dzwoniły, pięknie zresztą, Justyna zagadkowo milczała. Długo milczała, wiele dni, a ja patrzyłem na pustą kozetkę i myślałem: rzuciła nieudolnego psychoanalityka, tak się ze mną żegna, to jest podzwonne. Ale dlaczego z Doniecka? Przypadek?

W świecie magicznym Justyny każdy przypadek może nie być całkowitym przypadkiem, lecz także skutkiem  czegoś dostępnego jedynie podświadomości i wytłumaczalnego w jej logice. Albo może być komunikatem wysłanym przez jakąś metarzeczywistość. Otóż  ja, psychoanalityk-amator, miałem do takich sfer dotrzeć i coś po amatorsku pojąć, bo Justyna-profesjonalistka, gdy wchodzi na profesjonalny grunt, śmieje się ironicznie z tych wszystkich głupstw. Taka właśnie jest: jedną połową magiczna, drugą profesjonalna.

Ale ja miałem pole do popisu, ja  mogłem po swojemu próbować niekonwencjonalnych metod, czekała na to leżąc na kozetce z nadzieją, że coś utajonego w jej podświadomości wyczytam. Nie sprostałem temu. Nie okazałem się wcale czarodziejem, na jakiego wyglądałem. Zamiast być magiem psychoanalizy i wędrowcem po alternatywnych pytajnikach usiłowałem coś postanowić i udowodnić, bo nie lubię niedopowiedzeń i zawieszenia. To wyszło na jaw. Miałem jako psychoanalityk-znachor czytać w podświadomości Justyny, a tymczasem ona w mojej wykryła upodobanie do tępej jednoznaczności. Rozczarowała się mną. Nic  nie mówiąc, dyskretnie uciekła z kozetki. I tylko mi podzwoniła dzwonami z Doniecka. Ach, jak smutne było to dzwonienie!  Bo zdążyłem już przecież podczas sesji psychoanalitycznych i w ogóle zakochać się w Justynie, a tu mi bije dzwon za dzwonem i każdy oznacza koniec miłością. Jakby ją tym biciem w Doniecku dobijał z okrucieństwem, a ona jakby konała jęcząc.

No właśnie: w Doniecku. Dlaczego?

Nie wiem.

I co ja zrobię teraz? Nie z Donieckiem. Z miłością.

Nie wiem.   

Donieck jest miastem na wschodzie Ukrainy, o które w tak zwanej wojnie hybrydowej z Rosjanami toczyła się ostra walka. Ukraińcy ją przegrali. Najdramatyczniej opierało się lotnisko, donieckie Termopile, jednak ich obrońcy nazwani zostali nowocześnie cyborgami,  co może zapowiada przynależność   Ukrainy do transhumanistycznej  cywilizacji  w przyszłości. Obecnie jest Donieck stolicą Donieckiej Republiki Ludowej, nieuznawanej przez nikogo prócz Rosji.

Ale Justyna? Miłość? Justyna jeździ raz po raz na Ukrainę. Nostalgia, tęsknota, rodzina? Zapuszczała się daleko na wschód aż do Mariupola, nie tylko do blisko płożonego Stryja, kiedyś polskiego. Nie może mieć wszędzie rodziny. Jest w swoim wnętrzu trochę ukraińska i ciąży ku temu wschodowi  w jakiś tajemniczy sposób, którego moja nieporadna psychoanaliza nie zdołała wyjaśnić.     

A może ten zagadkowy Donieck na podzwonne dla mnie to jednak przypadek?  Trafiły się dobre dzwony, nadawały się  do podzwonienia i tyle?