Była na szkoleniu z autoprezentacji. Co to takiego? Chodzi o zachowanie, dobre lub złe, od którego zależy, jak człowiek jest widziany, na przykład pod względem słynnej mowy ciała. Decydująca obecnie umiejętność w polityce, i to na samych szczytach. Wynalazek współczesnej cywilizacji, wizerunek, zręcznie zrobiony, wpływa na to, kto wygra wybory i będzie kształtował los milionów ludzi. W dodatku podczas robienia pokazuje się „od podszewki”, jak się go robi, jakimi trikami, krytykuje się, dobra robota, zła robota, wszystko jest wygarnięte, wszystko widać, wszystko wiadomo, a jednak atrakcyjny wyrób powstaje i ludzie na niego głosują, potem dopiero miliony są wściekłe. Nawet miliardy, gdy przypadkiem wybiera się kogoś takiego, jak prezydent USA.
W życiu prywatnym autoprezentacja kojarzy się najczęściej ze staraniem o pracę i sprawianiem dobrego wrażenia na szefie. A jak jest z autoprezentacją kobiety wobec mężczyzny? Dla każdej chyba sprawa istotna.
Otóż Justyna była na szkoleniu z autoprezentacji. Wykonywano jedno z ćwiczeń. Wszystkie uczestniczki miały się przejść kilka razy po sali krokiem modelki.
– To na rozruszanie ciała – powiedziała prowadząca zajęcie.
Aha, pomyślałem, pewnie też jakaś pani coach, ale specjalistka w swojej dziedzinie. To znaczy, w czym? Jak się nazywa taka specjalność? Body coaching? Z pewnością po angielsku, bo wszystko nazwane po angielsku brzmi bardziej imponująco, ciało oczywiście też.
Trenerka włączyła muzykę jak na pokazie mody. I zaczęło się.
Wchodzą pojedynczo na zaimprowizowany wybieg. Także męscy modele występują, ale mgliście ich widzę. Prawdę mówiąc, nie widzę wcale. Widzę Justynę.
Idzie prosto na mnie. Ma nogi. Bardzo je ma, kiedy tak idzie krokiem modelki. Oni ją widzą i ona ich widzi. I one, te różne uczestniczki szkolenia, też ją widzą, a to jest nie mniej ważne, choć ta ważność działa inaczej niż ważność tamtych. Ale wszyscy patrzą. I po kolei każdy, każda idą. Wszyscy dostają po przejściu gromkie oklaski. Ja nie słyszę. Tylko te po Justynie słyszę. I ona słyszy, chociaż nie wiadomo, czy głośniejszy nie jest szum wewnętrzny, który w niej przez cały czas drży i z każdym wejściem na wybieg uderza do głowy. Bo chodzenie powtarza się kilka razy. Idzie następna osoba, i następna, i jeszcze, i jeszcze, i znowu Justyna z tym szumem w głowie, cała gorąca, czuję to ciepło, czuję miarowy rytm kroku, obrót, na pewno ma nogi.
I tak w kółko.
– Niesamowite uczucie – mówi Justyna spokojnie już, na kozetce.
– Tak, tak, Justyno – odpowiadam, a może nawet nie odpowiadam. Muszę wykonać pilną czynność twórczą: na planie figury kobiecej umieścić nogi. Nie jakąś bolącą stopę z otarciami, ale zwinne nogi modelki. Fizycznemu ciału Justyny, które tworzę, przybył nie byle jaki element. Ale jeszcze to ciepło koniecznie chciałbym dodać. Ciało musi być ciepłe. Tylko jak to zrobić? Ach, coś chciałem powiedzieć Justynie, która czeka.
– Nie masz pojęcia, Justyno, co różni wybitni mistrzowie pokazu, showmani albo wielkie aktorki wyrabiają, zanim wyjdą do publiczności i pozwolą na siebie patrzeć. Zdarzało mi się być świadkiem, jak prawdziwą tremę mają, jak histeryzują i panikują, że nie podołają i nie mogą. A potem wlatują na swoje sceny i estrady niczym motylki, tak jakoś mają rozruszane ciała. I potrafią wszystko, co powinni. Z drugiej strony, nie dokonują autoprezentacji. W ścisłym sensie odgrywają role przewidziane w jakichś scenariuszach. Ale wielkim aktorom wierzymy, że są postaciami, które przedstawiają, chociaż wiemy, że postacie nie są autentyczne. A jednak prawdziwe. Odwrotnie niż kwity na Lecha Wałęsę.