DWUZNACZNOŚĆ

 

 

Moja mowa w psychoanalizie musi być „tak” – „nie”  ze względu na pacjentkę. Nie wolno mi przysparzać kłopotu jej psychice dwuznacznością mojego języka. Ja mam rozjaśniać mroki  analizowanej psyche, nie dorzucać tam jeszcze dodatkowych zaciemnień. Natomiast pacjentka może gmatwać wszystko. Na kozetce wypowiada się spontanicznie, bez narzucania sobie jakiejkolwiek kontroli. Wcale mnie musi wiedzieć, że jakieś jej wyrażenie da się rozumieć dwuznacznie.

 

Już z kozetki Justyna zapytała:

 

– Czuje się pan jak książkowy psychoanalityk?                                 

        

„Książkowy” może znaczyć dwie rzeczy. Taki, jakiego opisują w książkach, na przykład w podręcznikach psychoanalizy, albo taki, który w badaniu sekretów indywidualnej duszy człowieka ogranicza się do tego, co zdołał ogólnie wczytać z książek.

 

Nie czuję się  ani pierwszym typem, ani drugim. I nie chcę być żadnym z nich.  Jestem amatorem, nie profesjonalistą. Zdarza się, że amator osiąga na jakimś polu znakomite wyniki, ale zawsze pod jednym warunkiem: taki amator umie nie naśladować profesjonalisty, bo jeśli naśladuje, będzie tylko gorszy.

 

Ale jak się ustrzec w praktyce naturalnego odruchu naśladowczego?

 

To, co w tej chwili robię, jest jednym z ćwiczeń przed właściwą robotą, do której powołała mnie Justyna. Powtarzam sobie raz za razem: Nie próbuj być książkowy. Nawet w wypadku, gdy absolutnie już nie będziesz wiedział, co począć, nie ratuj się naśladowaniem wzoru domniemanych działań profesjonalnych, jaki ukształtował ci się w głowie na podstawie przypadkowej lektury.

 

W pewnej chwili jednak popełnię bezwiednie ten błąd. Nie łudzę się, że nie. Za trudno będzie go uniknąć, bo potęga stereotypów tkwiących w każdej, również mojej głowie jest ogromna.