Idąc do ojca, a to będzie dłuższa droga, zobaczyłem na ulicy Zamoyskiego, powyżej Krupówek, mundurowego strażnika i zagadnąłem go o planowaną demonstrację narodowców. Nic nie wiedział o tym. Nie słyszał.
– Protest ma być – powiedział – ale w Białce, nie w Zakopanem.
– Protest? Przeciw czemu?
– Ekologowie, panie. O konie.
– Ach, bo znów padł koń na drodze do Morskiego Oka, i ten protest to pewnie w sprawie koni, które nie mogą uciągnąć furmanek przeładowanych turystami, tak?
– Ekologów trzeba, panie, zaprząc, kurwa, do tych wozów i niech sami je, cholery, ciągną – odpowiedział wściekły strażnik z trudem się hamując.
W zakopiańskim „Tygodniku Podhalańskim” mignął mi tytuł: „Zarobił milion złotych na pracy konia w Morskim Oku”.