Służew nad Dolinką.
Pod moim domem, przy altanie z pojemnikami na śmiecie leżał trup młodego człowieka. Była szósta rano, opowiada sąsiadka, kiedy wyszła i zobaczyła. Mógł mieć koło dwudziestu lat. Bez śladów krwi. Miejsce było już odgrodzone plastikową taśmą, stały jakieś samochody i kręcili się panowie w cywilnych ubraniach. Podobno samobójca. Wyskoczył z szóstego piętra. Jednak sąsiadka w to nie wierzy. Raczej ktoś go wypchnął.
Nikt nic nie wie. Nikt nic nie mówi. Nikt w nic nie wierzy.