PALEC

Jeszcze niedawno dominującą opinią w Polsce, jednomyślnie i z wielkim zapałem wyznawaną
przez opozycję polityczną, większość mediów, tabloidy, poważną prasę, portale
internetowe i bluzgających internautów, była teza o bezsilnym państwie, które
codziennie i na każdym kroku zawodzi. Tak brzmiał hit sezonu.

Winien niemocy państwa był „słaby” premier, bo „nic nie robił”,
ministrowie, bo tylko zajmowali się kolekcjonowaniem zegarków lub czymś w tym
rodzaju, a te zegarki tak ich pochłaniały, że aż zapominali czasem wpisać jakiś
drogi zegarek do zeznania podatkowego. Może najbardziej winna okazała się
jednak „arogancka” pani wicepremier. Kiedy w całej Europie napadało
wyjątkowo dużo śniegu i narobiło wszędzie zamieszania w komunikacji, a w Polsce
spóźniły się dwa pociągi, to ona powiedziała „sorry, taki klimat”.

Spadliśmy na dno. Groza nieczynnego państwa objawiła się w apokaliptycznych
rozmiarach.

Zmasowane siły polityczne i medialne, telewizyjne, radiowe, zawodowe i ochotnicze,
internetowe i papierowe prześcigały się w wysiłkach, żeby ta groza ani na
chwilę nie przestała ludzi denerwować. Elektoratu, oczywiście, ale też masy
nabijającej złotodajną oglądalność lub nakłady.

W tej sytuacji zapachniało ni z tego ni z owego wojną. Na ekranach pokazał się Putin
z groźnym palcem i wszystko przebił. Wskazujący palec Putina celował w Polskę,
pojawiał się mianowicie w obrazie, gdy na fonii mowa była o Polsce, jakby Putin
już nam właśnie wypowiadał tę wojnę wymierzonym w nas palcem. Groza wojny
Putina z Polską zastąpiła powszednią grozę nieczynnego państwa, które zawodzi.
Premier okazał się nagle czynny i mocny.

Tym razem sprawa jest poważna i prawdopodobnie pozostanie gorąca na dłużej. Nie chodzi o
bzdury, stało się coś niebezpiecznego dla Ukrainy i świata, coś, co właściwie
we współczesnym świecie już nie występuje, bo nie ma w nim sensu: próba
wymuszenia siłą zmian terytorialnych. Na razie jeszcze nie wojna, na razie
presja militarna, poparta dywersją i manipulacją.

Polityka jest dziś dla większości ludzi tym, co widzą na ekranach. Przeforsowanie
obecności własnej z własną wersją rzeczywistości na miliardach ekranów świata
jest ważniejsze niż wymuszanie siłą zmian terytorialnych.

Ale to nie takie proste. Niczego jeszcze nie przesądza fakt, że się zwoła dziennikarzy i
powie przed kamerami swoje, wszystko jedno do jakiego stopnia zakłamane. W
minutę później mrowie redaktorów na świecie zacznie wycinać z nagrania
szczegóły, które uzna za najbardziej istotne, sensacyjne i przydatne dla
każdego z mediów, zacznie to montować z obrazem, cytować na
„paskach”, przerabiać na wystrzałowe skróty i tytuły. W takiej
postaci lub raczej w takich postaciach dotrze masowy przekaz do ludzkich głów i
emocji.

W Polsce przekazem głównym z rewelacji Putina był przekaz palca grożącego nam wojną.
Przekaz medialny musi, jak wiadomo, być „wyrazisty” i przesadny, bo z
tego media żyją.

W rzeczywistości Putin oświadczył mimochodem, ale, rzecz jasna, nie bez intencji,
że „ci, którzy atakowali w Kijowie, szkoleni byli w bazach na Litwie, w
Polsce i na Ukrainie”, co jest wyjaśnieniem zjawiska społecznego
przypominającym sztampę znaną jeszcze z „Krótkiego kursu historii
WKP(b)”. Kiedy Putin mówił o szkoleniu w tych bazach, a także wcześniej,
kiedy protestujących na Majdanie nazwał „neofaszystami, nacjonalistami i
antysemitami”, trzymał ręce spokojnie. Palcem wywijał, zwracając się w
innym momencie z inną sprawą do zachodniej dziennikarki. Wywijanie to nie miało
nic wspólnego z Polską ani wojną. Palec został wycięty z kontekstu przez
montażystów i był potem wmontowywany do innych wypowiedzi dla zwiększenia
wyrazistości i grozy wojennej.

Groza bowiem być musi. Nie będę już powtarzał, kto jej potrzebuje i dlaczego.
Politycy, wyborcy, kapitał i media łącznie z internautami współrządzą dzisiaj
światem. Wszyscy od wszystkich zależą.