– Małżeństwo?
– Małżeństwo.
Tej nocy zostało
to zdecydowane. Porozumieliśmy się z Ani-Ani
tak jak przewidywałem: w jednej chwili, niby mimochodem, nie chcąc za dużo
mówić, nie chcąc przyznać się poniekąd
do porażki. Stawimy się w Urzędzie Stanu Cywilnego przed właściwym urzędnikiem
i sformalizujemy nasz związek. Ułatwi
nam to starania na przykład o mieszkanie i różne takie rzeczy. Będziemy mieli podstawę
prawną życia, tak, tak, oczywiście,
trzeba to zrobić, od dawna trzeba było. Ale już.
Bo przecież
czujemy, że decyzją o małżeństwie coś psujemy w naszym związku, że się czegoś
wyrzekamy, naturalności, idealnej suwerenności, czujemy opór przed dopuszczeniem
czynnika zewnętrznego do naszych intymnych przeżyć, a co komu do nich, z jakiej
racji? Czuliśmy ten opór od początku, ciągle czujemy i tylko udajemy sami przed
sobą, żeśmy nagle przestali.
Ale już.