Zadomowiony już gość mojej interaktywnej prozy blogowej, Maciej, mieszkający jednak na swoim Fejsbuku, zwrócił mi
uwagę na grupę raperską Trzeci Wymiar, która wykonując „Redutę Ordona” spróbowała, jak się wyraził, zasilić swoją wyobraźnię Mickiewiczem.
Ja w roku 1950 byłem trochę podobny do tych raperów. Usiłowałem zasilić właśnie Mickiewiczem swoją argumentację
w sprawie Majakowskiego. Wynikał z tego nie mniejszy dysonans estetyczny i merytoryczny, niż w raperskiej „Reducie
Ordona”, czego wtedy nie czułem, jak dziś nie czują prawdopodobnie raperzy. Albo czują i myślą, że tym lepiej. A ja chciałem z pomocą Mickiewicza okazać zrozumienie ogólnie ganionemu, skądinąd agresywnemu młodemu poecie (sam byłem wtedy jeszcze poetą, gdyby kto pytał), Wiktorowi Woroszylskiemu, z którym jednocześnie polemizowałem.
(…) gdy Mickiewicz w latach 1822 i 1823 – pisałem – wydał dwa pierwsze tomiki poezji, warszawskie środowisko pisarzy i krytyków z Kajetanem Koźmianem i Ludwikiem Osińskim na czele obrzuciło go stekiem kalumnii, nazywając dzikusem, głupcem, «poetą smorgońskim» itd. (…) jeszcze w roku 1927 pisze Koźmian do Franciszka Morawskiego o Sonetach Mickiewicza: «Sonety Mickiewicza najlepiej oznaczył Mostowski jednym słowem: paskudztwo».
Dalej wywodziłem, że spór między klasykami a romantykami miał podłoże (a jakże!) klasowe. Romantycy reprezentowali lud i
rewolucję, klasycy elitę i konformizm.
Na posiedzenia Przyjaciół Nauk, poświęcone Koźmianowi, przychodzi arystokracja polska i senatorowie rosyjscy,
towarzystwo z gruntu reakcyjne, drżące przed upiorem «jakobinizmu», świetne, wielce kulturalne. Natomiast «Ballady i romanse» (pierwsze pięćset egzemplarzy, cały nakład, jak opowiada Mickiewicz Aleksandrowi Chodźce ) «rozkupiono nadspodziewanie prędko. Służące i pokojowe kupowali najwięcej». Mickiewicz tak jeszcze objaśnia, na czym polegała atrakcyjność «śpiewów gminnych»: «Przez śpiewy gminne(…) rozumiemy śpiewy polskie, ballady i sielanki, powtarzane między drobną szlachtą i klasą służących, mówiących po polsku».
Koźmian – pisałem w «Rozmyślaniach nad Mickiewiczem i Majakowskim» – to poeta arystokracji i zamożnej szlachty. Mickiewicz to poeta szerokich kół szlachty zaściankowej, mieszczaństwa i nurtu plebejskiego. Osiński i Dmochowski, epigoni gładkiego stylu francuskiego, to poeci stołecznej salonowej Warszawy. Mickiewicz jest poetą prowincji. Sprzeczności klasowe mają swoje odbicie w różnicach czysto językowych.
Dla ilustracji różnic językowych cytowałem dwie zwrotki z „Pani Twardowskiej” („Jedzą, piją, lulki palą, tańce, hulanki,
swawola” itd. ), następnie fragment z „Ziemiaństwa” Koźmiana („… różnobarwny szczygieł, gil w różowej szacie i makolągwa w piórkach maczanych w szkarłacie”).
Cały ten mój marksistowski wysiłek umysłowy, poświęcony Mickiewiczowi i sporowi romantyków z klasykami, byłby przepadł
raz na zawsze w mojej niepamięci, gdyby nie Anna z Krakowa, kobieta fatalna, która wszystko spowodowała. Ale już kończę studiowanie własnego artykułu sprzed 63 lat. Pozostaje tylko Gałczyński, oczywiście, muszę się jeszcze zająć Gałczyńskim, drugorzędnym epizodem w artykule, jednak tematem najważniejszym dla Anny. Zajmę się, a potem będę już mógł przyjąć Annę, gdyby przyjechała.