Zapewnić kontynuację ojcom-pisarzom po ich śmierci. Jak to zrobić? Jest się nad czym zastanowić. Chodzi wciąż o to samo, o znane przemijanie, zwłaszcza w naszych galopujących i aroganckich czasach. – Na miłość Boską! – myślą córki. – Chcemy ocalić ojców. Co w tym przesadnego? Chcemy zachować coś, czemu poświęcili życie. Czy nie będzie dla nich zmiłowania, skoro przeminęli?
Rękopisy, gotowe książki, rozproszone teksty – to pierwsza rzecz, jaka się narzuca. Pisali, nie dokończyli lub dokończyli, nie wydali, chcieli wydać, nie mogli, zostawili po sobie. To opublikować! Bardzo trudne zadanie dla córek. Opór świata. Nieaktualni.
Nie nasi. Zawsze czegoś winni. Niepotrzebni. I co najważniejsze: nieopłacalni.
Przebić się ze zmarłymi ojcami na papierowy rynek zakrawa dziś na niepodobieństwo, gdy żywi pisarze przemijają za życia, wypierani najnowszym wynalazkiem: e-życiem.
Dziś dopiero? A czy tylko córki mają kłopot z ojcami? Synowie pisarzy nie? Sam jestem w końcu synem pisarza, filologa
klasycznego, tłumacza starożytnych Greków i Rzymian. I co zrobiłem, by zapewnić mu kontynuację? Nic. Opisałem w „Zapamiętanych”. Albo może sam się nim po trosze stałem?