Idzie przez osiedle, niesie torbę plastykową czymś wypchaną.
– Patrz pan – mówi – ile chleba ludzie wyrzucają.
– Wyrzucają? Gdzie?
– Wynoszą i kładą pod śmietnikiem. A ja zbieram i suszę. Dla koni.
Archiwum autorskie
Idzie przez osiedle, niesie torbę plastykową czymś wypchaną.
– Patrz pan – mówi – ile chleba ludzie wyrzucają.
– Wyrzucają? Gdzie?
– Wynoszą i kładą pod śmietnikiem. A ja zbieram i suszę. Dla koni.