ŁACINA

   Na okładce nalepka: Bestseller „Spiegla”. Wydanie siódme, kieszonkowe, rok 2011 (pierwsze było w 2008). Książka w języku
niemieckim. Autor: Wilfried Stroh. Tytuł: „Łacina umarła – Niech żyje łacina” („Latein ist tot – Es lebe Latein”). I rzeczywiście
książka opowiada o łacinie. Właśnie ją czytam, a to dzięki temu, że znakomity latynista, mieszkaniec Bawarii, profesor Wilfried Stroh, zaszczycił mnie prezentem. Za pośrednictwem zaprzyjaźnionej osoby przysłał mi tę książkę z własnoręczną dedykacją po łacinie.

   Znajomość języka łacińskiego przydaje się w lekturze, ale nie jest konieczna do zrozumienia treści książki. Autor przedstawia dzieje łaciny od powstania w starożytności do czasów dzisiejszych. Wszystkie niezbędne informacje, których przecież czytelnik nie musi mieć w głowie, także dotyczące tła politycznego i historii kultury, wplata profesor, dostatecznie objaśnione, w tok wywodu, przez co czyni tekst samowystarczalnym i dostępnym dla każdego. Mimo to zajmuje się raz po raz wysublimowanymi tematami, na przykład rytmem prozy Cycerona albo wykształceniem łacińskim Karola Marksa. Łacinę widzi w żywym związku ze współczesnością. Pisze stylem, jaki lubię, w sposób lekki, niby felietonowy, nie szczędząc dowcipów, jednak istota pracy jest poważna.

   Okazuje się, że za miedzą u naszych niemieckich sąsiadów można zrobić bestseller z książki o kulturze, na temat niekoniecznie sensacyjny, i można sprzedać siedem nakładów. U nas wydaje się to niepodobieństwem. Empik by nie umieścił na widocznej półce. Dlaczego?