Rano, a właściwie koło południa poszedłem do „Landu” wzdłuż ekranów akustycznych, Aleją KEN do świateł na Wałbrzyskiej,
bo tylko tam (albo przez metro w dół i w górę) można przejść na drugą stronę jezdni; czasy, gdy wolni ludzie pracy oraz dzieci szkolne szli godnie polem na przełaj, minęły bezpowrotnie. Przekroczyłem więc Aleję KEN przy zielonym świetle i skręciłem do „Landu”, żeby coś kupić na poczęstunek dla Justyny. Pewna firma sprzedaje tam dość smaczne ciastka. Kupiłem trzy gatunki: ciastko „Royal”, ciastko „Mus” i ciastko „Szarlotka”.