SKAŁA

 

Nim zatrzaśnie się wieko nad Blogiem Drugim,  prosiłoby się bodaj o chwilkę poezji. Blog też trochę kwili. W Pierwszym chwilka poezji była. Był mój wiersz o liściach łopianu. Ale jestem prozaikiem. Nie piszę już wierszy.

 

Miałem dwadzieścia lat lub rok, dwa więcej, gdy przeczytałem i zapamiętałem na całe życie odę Horacego, oznaczoną jako pieśń trzydziesta trzecia w księdze pierwszej, a zaczynającą się od słowa Albi. Jest to imię własne. Po polsku brzmiałoby Albiuszu. Horacy zwracał się po imieniu do Tybullusa, innego, młodszego o jedenaście lat poety, który pisał namiętne, pełne pasji, a niekiedy zgryzoty elegie miłosne i którego Horacy miał potem przeżyć szczególnym trafem o drugie jedenaście lat. Ja przeczytałem odę i zapamiętałem całą słowo w słowo, bo mnie urzekła. Przez lata powtarzałem ją sobie w pamięci. Powtórzyłem głośno, szeptem albo tylko w myśli pewnie ze sto razy.

 

Kiedyś już o niej pisałem, kilka lat po zawarciu  pierwszej znajomości z tekstem. Od tego chyba zaczęła się moja późniejsza długa refleksja nad przekładalnością tekstów antycznych razem z kontekstami w sposób zrozumiały dla człowieka współczesnego. W odzie trudność sprawiało mi jedno słowo: tenuis. Wiedziałem, oczywiście, co znaczy. Przede wszystkim: cienki. Ale jest więcej polskich przymiotników odpowiadających dalszym znaczeniom łacińskiego tenuis. Wyróżniłbym z grubsza trzy kategorie: cienki, wąski; szczupły, chudy; wiotki, delikatny. Która z tych cech może się odnosić do czoła kobiety i świadczyć o nieprzeciętnej urodzie? Chodziło o pewną Likorydę, wspomnianą mimochodem przez Horacego. Usiłowałem się w to wczuć i  po namyśle skłonny byłem wybrać ostatecznie  delikatność. Delikatny zarys czoła, subtelna linia, subtelny wykrój!  Coś takiego gdzieś napisałem. Skarcił mnie ostro za nieuctwo Artur Sandauer. Wąskie czoło!  Najzwyczajniej w  świecie. Wąskie czoło uchodziło według antycznych gustów za piękne.  

Oda I,33, która wcale nie należy do najbardziej znanych i najwyżej cenionych utworów Horacego, mnie osobiście uwiodła. Myśl o przełożeniu jej na język polski, czyli mój najbardziej naturalny, począwszy od kwestii „wąskiego czoła”, nie dawała mi spokoju. Wielokrotnie przymierzałem się do  przekładu, nic jednak z tych ostrożnych podchodów nie wynikało.

 

Trzeba wiedzieć, że u Horacego wszystkie słowa zdumiewają związkami, które z sobą tworzą, celnością doboru i siłą ekspresji. W tych zwięzłych strofach nie ma ani jednego słowa niekoniecznego. Tekst jest szczelny jak skała. Zrób tu przekład skały! Zachowaj w maksymalnym stopniu oryginalną kolej słów i znaczeń, bo to ważne, niczego nie pomiń, ale nie użyj żadnego niekoniecznego słowa i logicznie, lecz po horacjańsku bez gładzizny zmieść wszystko w określonej strukturze rytmicznej.

 

I jeszcze coś ledwo uchwytnego należałoby oddać w przekładzie: współbrzmienie poważnego, wręcz dramatycznego tonu z lekko humorystycznym. Nie wiemy, kim była wymieniona w odzie Glycera, ukryta podobnie jak inne osoby, pod greckim pseudonimem. Znamy jedynie poezję Tybullusa i jego emocjonalny temperament. W przekładzie trzeba by radzić sobie z dozowaniem tragizmu i komizmu wsłuchując się w ćwierćtony Horacego i ufając własnej intuicji, 

 

Nie śmiałem rozwiązywać takiego zadania. Zawsze kapitulowałem, aż pewnego ranka  wpadłem nagle w szał. Wstąpił we mnie demon. Oda miotała się, kołatała, dźwięczała i wystukiwała mi swój rytm w głowie domagając się, żebym przerabiał wszystko jej na moje tak, jak potrafię, ale natychmiast. To był mus. Przestałem być zdolny do czegokolwiek innego, do najprostszej innej czynności poza  mówieniem sobie raz tak, raz owak po polsku ody Horacego. Przez trzy dni i noce żyłem w amoku, może nawet bardziej przez noce niż dni, bo kiedy w końcu usypiałem, śniła mi się  oda.

 

Powstał przekład. Będę mógł  zatrzasnąć wieko nad Blogiem Drugim.