KOTY

 

 

One też są pierwsze. Ale raczej ich nie ma, jeśli nawet przed eksmisją były.  Jednak „pierwsze koty za płoty” oznaczają początek jakiegoś przedsięwzięcia, perspektywiczność, najwyraźniej też  wstęp do zagospodarowania pewnej ogrodzonej  przestrzeni, lecz już właśnie bez kotów. 

 

Gdyby w zamierzonym przyszłym gospodarstwie miały być jakiekolwiek koty, to inne,  nie te „pierwsze”, których priorytet polega jedynie na pierwszeństwie znikania za płotami. I rzeczywiście, „pierwszych kotów” nie ma. A właściwie były tylko abstrakcyjnymi tworami naszego umysłu, potrzebnymi nam, aby wyrazić optymizm w związku z inicjacją o wiele bardziej  dalekowzrocznego projektu. „Pierwsze koty” od chwili zniknięcia za płotami w ogóle się nie liczą.

 

Gdyby więc w ogrodzonej przestrzeni pojawiła się na przykład ciepłolubna kotka-egotystka, jakże miłe a wyrafinowane zwierzątko, które kilkunastokrotnie w ciągu dnia zmieniałoby sobie miejsce do leżenia, szukając najdogodniejszego, gdyby zatem pojawiła się w ogrodzonej przestrzeni taka egotystka, nie nazywalibyśmy  jej „drugą kotką” ze względu na „pierwsze koty”, które się nie liczą. Nie ma w ogóle rachunku kotów.    

 

Tyle logika. Dopuszczam jednak, że w naszej podświadomości mogłyby się zachować pewne alogiczne ślady „pierwszych”.  Coś jakby zapach. Racjonalna Justyna wcale nie musi zdawać sobie z tego sprawy, ale magiczna Justyna może niekiedy czuć oczywistą przykrość zapachu.        

 

To wszystko są rozmyślania psychoanalityka. Justyny z nim nie ma. Justyna wstała z kozetki i wyjechała  na Ukrainę.

 

Jednak na Facebooku dała znać, że naszą sesję psychoanalityczną „lubi”.