BAT

Demokracja, zdaniem rosnącej masy obywateli, okazuje się nic niewarta. Unia Europejska męczy ludzi, uchodzi za perfidną i zarazem głupkowatą. Polski rząd – szkoda gadać, nigdy nie było gorszego. Parlament – wiadomo, banda darmozjadów i cyrk. Do czego to w ogóle komu potrzebne? Rozpędzić!

Cały demokratyczny system współżycia ludzi i godzenia konfliktów, oparty na prawie głosu, umowie społecznej i gotowości negocjowania wszystkiego ze wszystkimi, stworzony z namysłem i trudem przez nowożytną cywilizację, chwieje się w posadach.

Odbył się protest ekologów. Chcą pracę koni padających z wysiłku na drodze do Morskiego Oka zastąpić elektrycznymi pojazdami typu meleks. Wymagałoby to zapewne przekonstruowania i udoskonalenia meleksów. Ale skoro potrafimy tworzyć łaziki marsjańskie, potrafilibyśmy może zrobić meleksy zdolne do przewozu turystów na krótkiej trasie w górskich warunkach ziemskich.

Chwilowo dyskusję w sprawie przeciążonych koni rozstrzygnęli swoją interwencją góralscy woźnice. Pojawili się na miejscu i pobili ekologów batami.

Bat albo demokracja i humanitaryzm – taka jest alternatywa. Zdaje się, że rosnąca masa obywateli nie miałaby nic przeciwko temu, żeby porządził bat, żeby ktoś wziął go do ręki i wysmagał nie ich, oczywiście, ale innych. Bat jest zawsze do smagania innych. Cudowne narzędzie zaspokojenia marzeń, zwłaszcza skrytych osobistych, i rozwiązanie problemów politycznych. Byłaby wymierzona sprawiedliwość i byłby „porządek”.