Anna Kamieńska – „Poetyka ironii” (2)

„Boski Juliusz” jest książką napisaną w poetyce ironii i w poetyce mowy wewnętrznej, wewnętrznego monologu. To ostatnie jest przecież zdobyczą najzupełniej nowoczesnej psychologicznej powieści. Monolog wewnętrzny snuje się właściwie przez cały czas opowieści Bocheńskiego. Nie jest to monolog wewnętrzny rozmyślającego autora, jak w liryce refleksyjnej. Jest on podany jako psychologiczny wymiar postaci przesuwających się przed nami. Przenosi się z postaci Cezara na prostego żołnierza, to znów na poetę Katulla, to na Cycerona. (choć tego wnętrza autor raczej unika), to na inne postaci. Przy pomocy wewnętrznego monologu autor przedstawia racje działała postaci. Jest to jakby wewnętrzne oko autora obserwujące swoje postaci historyczne od środka, obserwujące mechanizmy ich działań. A wszystko to z nieodstępną i rozkoszną dla czytelnika współczesnego ironią.

Poetyka monologu wewnętrznego. tak nowoczesna technika powieściowa. bardzo dobrze przylega do zdania stylizowanego na mowę łacińską, gdzie autor, tak jak Cezar pisze o sobie w trzeciej osobie. Rzymscy pisarze przecież nie znali w narracji historycznej chwytu powieściowego zwanego dialogiem. Wystarczało tu omówienie, o czym rzecz idzie, do czego służyła im specjalna składnia. Może niektórzy pamiętają to z gimnazjum. Tak więc szczególnie dobrze siedli tu w stylu ten nieustanny wewnętrzny monolog. I dlatego nie ma w prozie Bocheńskiego odstępów i kresek oznaczających dialog, a przecież i tak dzieje się między ludźmi bardzo wiele.

„Szkoda jednak, że to nie Egipt – rozmyśla sobie Cezar planujący już inwazję za Alpy, na barbarzyńską Galię – Egipt jest kulturalny. Tylu greckich intelektualistów, ilu tam dyskutuje na oderwane tematy, zupełnie wystarczy, aby kraj nie mógł porządnie przeprowadzić nawet zwykłej mobilizacji”.

Oto próbka tej olśniewającej ironii, od której błyszczą kartki tej niewielkiej książeczki.

„Były nieliczne ofiary wśród naszych”… ta relacja z przegranej bitwy również nam coś przypomina z niedawnej stosunkowo historii.

Co zdanie niemal – to aforyzm proszący się o zapamiętanie, niefrasobliwie i mimochodem rzucony owoc gorzkich i na pewno nieraz bolesnych, odkryć, Dotyczą one historii, polityki, sztuki i po prostu ludzkiego życia. To również Cezar rozmyśla o życiu uświadamiając sobie konieczność rozpoczęcia działania.

„Czekać można, mając lat dwadzieścia, gdzieś do trzydziestki. Wtedy wydaje się, że wszystko jest prowizoryczne, jeszcze nie żyjemy naprawdę, dopiero próbujemy. Potem przychodzi nagle świadomość, że jednak żyjemy, właśnie tym jednym życiem, którego połowa już się zmarnowała, ale jest tylko ono i nie będzie życia innego”.

W sposób jasny i nad wyraz przejrzysty ukazuje Bocheński w swojej książce całą sytuację polityczną Rzymu w tym okresie, w I wieku przed Chrystusem. Tu daty jeszcze schodzą w dół, a nie wspinają się w górę. W książce Bocheńskiego dzięki właśnie cezarycznemu, przemyślanemu stylowi, historia nie wydaje się czytelnikowi bezładnym plątowiskiem faktów i spraw wzajemnie na siebie działających. Jest przedstawiona w mądrym skrócie, wyselekcjonowana, wypunktowana według zasady, którą Bocheński nazywa ironicznie „boskością Cezara”. Jest to przecież tylko ironia.

Pod maską kryje się w tym słowie po prostu tyrania, dyktatura władzy, a książka Bocheńskiego jest studium tego właśnie zjawiska politycznego, jego mechanizmów i przejawów, jakimi są i wojna i frazes pokoju, fanatyzm związany z kultem osoby dyktatora i narastająca wokół tego fanatyzmu nienawiść, która niszczy wreszcie tyrana.

Zasadniczą tezą czy też receptą na obalenie ustroju jest – jak wynika z przykładu Cezara – zachowanie form dawnego ustroju. Cezar obalił lekką ręką wielowiekowy i szanowny twór demokracji – republikę rzymską – cynicznie zachowując instytucje republikańskie, lecz patrosząc je z ich ideowego sensu. „Jak Cezar obalił ustrój? Obalił go pozornie utrzymując”.

Nie będziemy tu snuć ani streszczać tych rozważań, odsyłając czytelników do książki Bocheńskiego.

Znajdą tam czytelnicy zresztą nie tylko „studium krwawego, a gdy trzeba, wspaniałomyślnego dyktatora, ale i typy tych rożnych postaw politycznych, które w tyranii dochodzą do głosu i rozwijają się. Nie było ich w republice. Typem ideowego republikanina jest szlachetny i nieskazitelny Kato (Młodszy). Sam zadaje on sobie śmierć nie ponosząc przez to jednak klęski, ale zwyciężając i upokarzając Cezara.

Rodzą się natomiast wszelakiego rodzaju oportuniści, lawiranci i neutralni, „Wielcy Niezaangażowani”, z których Bocheński również zdziera maski, nie szczędząc jednak tym ofiarom kultu dyktatora, litości i zrozumienia. „Jak wiadomo granice oportunizmu i rozsądku bywają mgliste”. Na ich przykładzie pokazuje Bocheński znaczenie neutralności w systemie, jak byśmy dziś powiedzieli – totalnym. Neutralność, którą szczycą się rzekomo niezależni i niezaangażowani – jest siłą sprzyjającą dyktaturze. Pompejusz ogłosił, że kto aktywnie nie stanie po jego stronie, będzie uważany za wroga i odpowiednio ukarany. Cezar uznał to za pomyłkę polityczną przeciwnika. „Obojętni i neutralni stawali się automatycznie jego sojusznikami. Byle więcej neutralnych! Byle każdemu pozostawić otwartą drogę do neutralności!”

W recenzji tej zatrzymałam się dłużej nad zagadnieniem poetyki, w jakiej Bocheński napisał swoją oryginalną książkę. Treść myślowa tej par excellence politycznej, mądrej i nowoczesnej książki zawiera się w łatwej do odczytania wielkiej metaforze historycznej. Wyłuska ją sobie z satysfakcją sam czytelnik.

ANNA KAMIEŃSKA

Jacek Bocheński, „Boski Juliusz. Zapiski antykwariusza”, Czytelnik 1961; s. 170, cena zł. 17